inflacja a zakup mieszkania

Informacje o inflacji powodują niepokój tych, którzy myślą o zakupie mieszkania (domu). Pojawiają się pomysły: zamień złotówki na walutę; weź kredyt, inflacja spowoduje, że raty nie będą trudne do spłacenia.

To nie takie proste. Waluty obce mają to do siebie, że inna jest cena zakupu a inna cena odsprzedaży (zaliczenia na cenę). Może to zniwelować (ewentualne) korzyści z takiej operacji. Nie mówiąc o problemie: bank (walutowy) czy (bardzo) niebezpieczna "skarpeta".

Niwelowanie rat przez inflację... jeżeli zarabiamy najniższe ustawowe lub jesteśmy ważnymi specjalistami w administracji to mamy pewność , że Państwo nam - na różnym poziomie - ale zwaloryzuje pensję. Pozostali mają gorzej. Dzisiaj opoka/podpora/fundament Firmy a już za parę miesięcy pchanie wózka w wysyłkowej hurtowni z ryzykiem zwolnienia, gdy zajedzie autokar z wypoczętą młodzieżą z Ukrainy, Mołdawii, Indii czy Etiopii. Kłania się dramat "frankowiczów" ...

Inne niż pieniądze walory .... zawsze jest tak, że kupujemy na "rekordowej górce" a gdy chcesz sprzedać, to akurat wielki gracz (lub wielkie Państwo) wyzbywa się walorów, powodując załamanie rynku. Taka lokalna emanacja "pierwszego prawa Murphy’ego". Różne dziwne operacje często zaczynają się w eleganckim biurze przy Rynku: etui, certyfikaty, sekretarki jak ... (sami wiecie, kto) a kończą rozpaczliwą gonitwą po lombardach, żeby odzyskać część pieniędzy.

Rynek mieszkaniowy podlega fluktuacjom, w Polsce nie takim jak w USA podczas pamiętnego kryzysu ale zawsze jest możliwe lokalne załamanie i zjazd cen np. o 10-15%, co uczyni zbędnymi wszelkie nasze kombinacje finansowe. Ważniejsze od obaw o inflację, jest to, żeby nie kupić "na szczycie górki" czy przed "pęknięciem bańki".

"Doradcy" często opierają się na sytuacji Warszawy (dużo wysokopłatnej pracy) czy wielkich aglomeracji, gdzie ceny i tak są tak napompowane, że inflacja "im nie groźna".

Inna jest sytuacja w Mieście, gdzie międzynarodowy koncern buduje wielką fabrykę i gdzie zaraz zjedzie 500 managerów i innych teamliderów a inna w powiatowym mieście, skąd wszędzie daleko a z pracy tylko szpital, starostwo, komenda, zakład pogrzebowy. Tam zawsze będzie "naturalna" podaż a spadkobiercy z wielkiego miasta, z UK czy Niemiec zaakceptują agresywne negocjacje aby tylko pozbyć się mieszkania po Babci.

Generalnie trzeba pamiętać, że wiele rzeczy można robić globalnie ale nieruchomość zawsze kupujemy lokalnie. Zbierajmy informacje o zrealizowanych transakcjach, patrzymy na rynek pracy, możliwości dojazdu. Nikt nam nie pomoże. Kredytodawca myśli o portfelu wierzytelności, pośrednik o prowizji. To nie inwestycja finansowa, gdzie możemy szukać licencjonowanych doradców.

Jeżeli nie mamy pewności, że koszt określonej operacji i koszty ryzyka są mniejsze od korzyści, to niczego nie róbmy. Zawsze lepiej kupić coś o parę metrów mniejszego, na trochę gorszej ulicy, niż nie kupić niczego (jeżeli ulegniemy panice i zabrniemy w nieprzemyślane operacje).

Zdeterminowana postawa negocjacyjna przynosi korzyści, które mogą zniwelować straty spowodowane inflacją. Wystarczy zebrać informacje o sytuacji w danej lokalizacji, zachować zimną krew, nie ulegać podszeptom panikarzy i być gotowym poczekać parę miesięcy .

Pocieszające z jednej strony (a ponure z drugiej) jest to, że rynek mieszkaniowy w Polsce od lat żyje "swoim" życiem i tak naprawdę inflacja nie ma (i raczej nie będzie miała) wielkiego znaczenia.

                                                                                              enansa a global link