bankrutuję wstyd


Wstyd. Poczucie winy. Potrafią Cię zmiażdżyć, przetrącić kręgosłup, wprowadzić w stan leku przed każdym nowym krokiem.

Wstyd wobec Rodziny, Bliskich, znajomych, kolegów, kontrahentów, wierzycieli, pracowników. Jak sobie z nim poradzić? Zrzucaj wine na innych (oczywiście, tylko w myślach, nie mów tego, nawet jak to prawda, to milcz, zmilcz). Wyrób w sobie obojętność: bądź grzeczny ale w duchu szyderczy, cokolwiek. Poczytaj w Biblii o Hiobie a w internecie o buddyzmie Zen. Słuchaj Hair, Paktofoniki albo Hildegardy z Bingen. Umęcz się do nieprzytomności, rzuć palenie, unikaj alkoholu. katuj się do bólu byleby zapomnieć. W którymś momencie obudzisz  się z jasną, czystą głową i wtedy będziesz mógł na spokojnie (i na trzeźwo) pomyśleć, co dalej.

Powtarzaj jak mantrę: Nie ma w tym mojej winy (nawet jak trochę jest), to statystyka, ktoś musiał upaść, trafiło na mnie, bo czemu nie? przecież jestem zwykłym człowiekiem.

Wypal w sobie wstyd, wypal poczucie winy - bo jak nie to one Ciebie wypalą. Głowa to nie wszystko (w dzisiejszych czasach nawet bardzo mało) ale z chorą głową nigdzie nie pójdziesz,  no, chyba że na zatracenie ale przecież nie o to nam chodzi.